
Samarkanda – podróż w nieznane
Desert Winds
Wiatry pustyni
Samarkanda. Starożytna oaza na skrzyżowaniu światów, jedno z najdłużej zamieszkanych miast na Ziemi. Choć Aleksander Wielki zdobył ją w 329 roku p.n.e., to powstanie Jedwabnego Szlaku uczyniło z niej legendę, łączącą bogactwo Chin z Europą.
Moje pokolenie mogło chłonąć ten klimat na początku lat 80-tych dzięki genialnemu serialowi dokumentalnemu produkcji NHK i chińskiej telewizji, który emitowała TVP. Pustynny, mistyczny nastrój tamtych kadrów potęgowała hipnotyzująca muzyka Kitaro – do dziś z dumą trzymam na półce dwupłytowe wydanie CD „Silk Road”.

Ale Samarkanda to nie tylko piasek i kupcy. To także nauka. W latach 1428–1429 książę Uług Beg wzniósł tu monumentalne obserwatorium astronomiczne. Wyposażone w najnowocześniejsze przyrządy tamtej epoki (w tym potężny, 40-metrowy sekstans, którego radzące sobie z czasem pozostałości można podziwiać do dziś) spoglądało w gwiazdy i liczyło sekundy mijających stuleci.
Wszystko to brzmi pięknie i dostojnie, ale z Samarkandą wiąże się dla mnie coś jeszcze. Coś bardzo osobistego. Mowa o dawno wycofanej z produkcji wodzie toaletowej „Samarkande” od Yves Rocher z 1990 roku. Używałem jej w młodości, a jej kompozycja – cedr, paczula, lawenda, geranium, imbir i bazylia – zapisała się w mojej pamięci na stałe.
Kiedy historia, przestrzeń i zapach wspomnień łączą się w jedno, narodziny muzyki są tylko kwestią czasu (przynajmniej tek jest w moim przypadku). Gdy zacząłem zgłębiać historię regionu, ogrom inspiracji niemal mnie przytłoczył. Szybko jednak poczułem ten właściwy impuls. Tak, wiem – temat mnie przerasta i pewnie nic z tego nie wyjdzie… wiec, zabrałem się do pracy.
Choć kusiło mnie stworzenie kolejnego albumu koncepcyjnego z audiodramami, uznałem, że moje uszy potrzebują chwili oddechu od tej formy (do formuły słuchowiska wrócę przy płytach 2000 m to Thalassa orazThe Steam and the Brass ). Tym razem miała przemówić czysta przestrzeń.
Utwór powstał w mgnieniu oka. Pierwszy szkic stał się wersją ostateczną – od razu poczułem, że zamknąłem w nim dokładnie to, co chciałem.

Zasłonięciu uległo 63% tarczy słonecznej w regionach południowo-wschodnich.
Słońce próbuje udawać księżyc i całkiem dobrze mu idzie.
Tak narodziło się Desert Winds – wiatry pustyni. Gorące, smagające twarz piaskiem, gęste od aromatów.
Jak pachnie wiatr?
Czy zauważyliście, że w każdym zakątku globu wiatr ma swój własny, unikalny zapach? Ten w moim utworze pachnie orientem: kuminem, berberysem, kolendrą, kurkumą i papryką. Kumin (zira) to przecież serce uzbeckiego pilawu. Śmieję się, że ta kompozycja jest jak ta tradycyjna potrawa – to misterny przekładaniec z warstw duszonego mięsa, warzyw i sypkiego ryżu. I rzeczywiście, pod kątem muzycznym, zbudowałem tu sporo przenikających się struktur.
Przekonajcie się sami:

Początek jest łagodny, zwodniczo słodki – to tylko cisza przed nadejściem żywiołu. Nagle przestrzeń przecina sekwencja: pulsacyjna, ale wyważona.
Kolejne uderzenie wiatru i ruszamy w głąb pustyni. Melodia na chwilę przejmuje stery, by zaraz ustąpić miejsca berberysowo-kuminowemu szkwałowi. W tym powietrzu czuć rześkość miętowych liści, szałwię, oregano i nutę dzikich sadów owocowych z okolicznych wzgórz.
Potem następuje zmiana nastroju – robi się bezpieczniej, przytulniej. Subtelny motyw przeplata się z intrygującą, hipnotyzującą sekwencją. Docierają do nas aromaty granatów, goździków, róż, migdałów i dojrzałych jabłoni, niesione od strony zrujnowanych, pustynnych zamków starożytnego Chorezmu.
Na koniec wiatr cichnie, a z piasku wyłania się samotna, zatopiona w głębokim pogłosie melodia fortepianu.
I to wszystko. 12 minut opowieści za nami. Jak Wam się podoba ta podróż?
Inne wpisy dotyczące utworów z tego albumu znajdują się pod linkami:
Threshold of Silence
Veil of Illusions
Revelation
Shadows of Darkness
Oasis of Tranquility
Unveiled Horizon
Return to Samarakande
Ana
