
Luna – Księżycowy Sen.
Dlaczego Luna?
Odpowiedź kryje się w obrazie zapisanym w mojej pamięci po pewnej księżycowej nocy.
Luna to rzymska bogini Księżyca (odpowiedniczka greckiej Selene). A Księżyc nieodmiennie kojarzy nam się z nocą i ze snem.
To właśnie sen był bezpośrednim impulsem do rozpoczęcia tego projektu. W pewnym sensie przejął on całkowitą kontrolę nad pracami nad tym albumem koncepcyjnym. Dlaczego? Cóż, powód jest prozaiczny – podczas tworzenia poszczególnych epizodów po prostu bardzo mało spałem.
Od samego początku wiedziałem, że to będzie album koncepcyjny. Nie pytajcie skąd – po prostu to czułem. Pewnej nocy śniło mi się, że skaczę po powierzchni naszego satelity. Nie był to jednak lekki, przyjemny sen. Nogi grzęzły mi w lepkim księżycowym pyle, a kiedy już udawało mi się wyrwać z tego pylistego „błota”, wyskakiwałem ekstremalnie wysoko i miałem ogromny problem z opadnięciem z powrotem na grunt. Podczas tych skoków dramatycznie brakowało mi powietrza – im wyżej leciałem, tym bardziej się dusiłem.
No tak, początek mało optymistyczny… Całe szczęście, że ostatecznie się nie udusiłem – w przeciwnym razie Luna nigdy by nie powstała. Impuls jednak zadziałał i nic nie mogło już zatrzymać raz rozpędzonej machiny.
Jak powstawał projekt?
Rozpisałem całe przedsięwzięcie na 19 epizodów (9 utworów muzycznych i 10 audiodram) połączonych spójną klamrą narracyjną. Wiedziałem, że porywam się z motyką na Księżyc – że projekt przerasta moje możliwości twórcze i techniczne, i że na sto procent nic z tego nie wyjdzie. Pokrzepiony tą optymistyczną myślą, zabrałem się ochoczo do pracy.
Na pierwszy ogień poszedł zakup Reapera. I tu pojawił się zgrzyt, bo filozofia jego obsługi drastycznie różni się od poczciwego Samplitude Pro X8. Niby pod wieloma względami jest podobnie, ale jednak znacznie nowocześniej i jakoś tak… yyy… wesoło? Kolorki są super, wszystko działa płynnie i nic się nie buntuje.

Szybko przeżyłem jednak potężny szok: różnica w silnikach dźwiękowych obu tych programów jest kolosalna. Ta sama partia w programie od Magixa brzmi monumentalnie, mięsiście i ma świetne osadzenie w przestrzeni. Z kolei Reaper „po wyjęciu z pudełka” wydał mi się suchy i wręcz ascetyczny. Owszem, instrumenty miały swój charakter, ale brzmiały matowo i blado. Sporo czasu zajęło mi wykrzesanie z nich odpowiedniej ostrości.
Odkryłem też, że za gorszą przestrzeń odpowiada domyślna opcja Pan Law (prawo panoramy) w zaawansowanych ustawieniach projektu. Przestawiłem ją na -3.0 dB i dźwięk natychmiast pięknie rozszedł się po bokach. Swoją drogą to zdumiewające, że Cockos ustawia tak wąską panoramę jako standard. Który początkujący użytkownik wpadnie na to, by szukać takich niuansów w ukrytych otchłaniach menu programu?
Wracając do Luny… Cały album to jeden długi sen, odtworzony ze wszystkimi jego fazami. Chciałem, aby poszczególne kompozycje muzyczne nosiły tytuły zaczerpnięte z łacińskich nazw księżycowej topografii, a towarzyszące im audiodramy wyjaśniały, na jakim etapie nocnej podróży aktualnie się znajdujemy.
Samo projektowanie efektów dźwiękowych pochłonęło mnóstwo czasu. Największą zagwozdką było to, jak wiarygodnie oddać odgłos stąpania po księżycowym pyle w warunkach obniżonej grawitacji. Czy ktoś z nas kiedykolwiek słyszał taki dźwięk? Szczerze wątpię. Wpadłem więc na pomysł, by ugniatać tuż przed mikrofonem balon wypełniony mąką ziemniaczaną. Podobnych, abstrakcyjnych patentów musiałem zastosować na płycie znacznie więcej…
Przewodnik po utworach
1. Audiodrama: Spaceport
W tym fragmencie idealnie sprawdziły się syntezatory z efektem shimmer, pogłos nałożony na moje własne kroki oraz autentyczne nagrania zapowiedzi z dworca kolejowego. Dopiero co zasnęliśmy (faza N1), więc wokół panuje jeszcze spory zgiełk. Na pierwszym planie słyszymy start gigantycznego pasażerskiego promu kosmicznego relacji Ziemia – Księżyc. Huk jest potężny, a w tle pulsuje życie ogromnego kosmicznego portu.
2. Mare Imbrium (Morze Deszczów)
To drugie co do wielkości morze księżycowe, które – co ciekawe – ma niemal idealnie okrągły kształt. Tutaj zapadamy już w lekki sen (faza N2), a temperatura naszego ciała naturalnie spada. Zupełnie nam to jednak nie przeszkadza, bo właśnie zaczynamy unosić się w stanie nieważkości (w snach bardzo często latamy wbrew prawom fizyki). Szybujemy nad Księżycem, podziwiając przez okno wahadłowca gigantyczną, bazaltową równinę pometeorytową. Chciałem muzyką jak najpełniej oddać ten stan zachwytu i lekkości. Utwór jest niezwykle spokojny i przestrzenny – klimatem nawiązuje nieco do 2001: Odysei kosmicznej Kubricka. Porównanie oczywiście bardzo na wyrost, ale dobrze oddaje kierunek, w którym zmierzałem. Samo nagranie doczekało się dziesiątek wersji, bo bardzo długo szukałem idealnego brzmienia. Prawdę mówiąc, nigdy go nie znalazłem.
3. Audiodrama: Arrivals Hall
Lądowanie zaliczone. Atmosfera staje się bardziej sterylna i klaustrofobiczna – typowa – jak pewnie wiecie dla zamkniętych kosmicznych baz. Wkraczamy w pierwszą fazę REM. Ponownie znajdujemy się w porcie, tym razem jednak znacznie mniejszym. Przechodzimy przez kolejne śluzy i korytarze. Coś się otwiera, coś zamyka, gwałtownie syczy sprężone powietrze (użyłem sprężonego powietrza w sprayu), a dźwięki potężnych wrót śluzowych to w rzeczywistości zmiksowane odgłosy drzwi windy oraz przedziałów w wagonach kolejowych. Czas zacząć właściwą przygodę…
4. Mare Serenitatis (Morze Jasności)
Kolejna rozległa równina – wbrew swojej nazwie, bardzo ciemna. To właśnie tutaj lądowała ostatnia załogowa misja księżycowa, Apollo 17. Faza REM trwa w najlepsze, a my znów jesteśmy w locie. Tym razem pilotujemy znacznie mniejszy statek. Pod nami błyskawicznie przesuwa się monotonny krajobraz, usiany głazami i kraterami. Ten widok już nas tak nie ekscytuje – stał się rutyną, codziennością (albo raczej: conocnością).

Lecimy do bazy oddalonej o 600 kilometrów, by przeprowadzić tam kluczowe badania naukowe. Na Ziemi brakuje do tego odpowiednich warunków, stąd nasza misja. Ta monotonia zaczynała nas już jednak trochę uwierać, więc przyda się odrobina dynamiki. I rzeczywiście – w tym utworze zaczyna się dziać! Pojawia się rytm, wyraźna melodia, a w drugiej części mocne, perkusyjne uderzenia – czyli moje ulubione klimaty.
5. Audiodrama: Machine Start
Dotarliśmy na miejsce. Musimy odpalić generatory, uruchomić systemy podtrzymywania życia, odkurzyć ekrany i przygotować całą aparaturę – nikt tu dawno nie zaglądał. Siedzimy w fotelu operatorskim, wklepując kolejne sekwencje na panelu sterowania. W końcu system rusza: ogromny mechanizm ożywa i po chwili blokuje się w docelowej pozycji. W mojej wyobraźni to gigantyczna antena, która właśnie ustawia się w stronę Ziemi, by nawiązać łączność.
6. Mare Crisium (Morze Przesileń)
Zaczynamy nostalgicznie. Ponownie wracamy do fazy N2, z której bardzo łatwo się wybudzić, dlatego muzyka staje się cichsza i subtelniejsza. Pod nami rozpościera się bazaltowa równina o imponującej średnicy 418 kilometrów. To piękne, spokojne miejsce, naznaczone śladem po uderzeniu pod łagodnym kątem potężnej asteroidy (miała prawdopodobnie około 15 kilometrów średnicy).
Z czasem sen się pogłębia. W tym utworze postawiłem na wyraziste instrumenty z delikatnym, klasycznym sznytem. Jak już wspominałem, takie „kolorystyczno-muzyczne” fuzje to mój żywioł – nie znoszę szufladkowania dźwięków. W brzmieniu dominuje ciepło, w końcu to jasna strona Księżyca.
7. Audiodrama: Steps
Kolejny powrót fazy REM. Kroki… Wychodzimy na zewnątrz bazy badawczej. Słyszymy tarcie podeszew o grunt i własny, miarowy oddech rezonujący wewnątrz hełmu skafandra. Aparatura regularnie dawkuje tlen. W tle cicho szumią systemy podtrzymywania życia, komputery i autonomiczne roboty czyszczące. Otwieramy zewnętrzną śluzę i schodzimy po metalowych stopniach na powierzchnię. Nad naszą głowami przemykają pojazdy.
Warto dodać, że cała baza ma rozmiary metropolii. Składa się z sektorów badawczych, mieszkalnych i rekreacyjnych, połączonych siecią autostrad ukrytych w tubach z grubego, przezroczystego tworzywa. Do tego dochodzi podziemna kolej magnetyczna. Dlaczego słychać przelatujące statki, skoro w próżni panuje cisza? Otóż wyszliśmy na zewnątrz, ale wciąż znajdujemy się pod gigantyczną akrylową kopułą, w którą wtłoczono atmosferę. Mimo to, ze względów bezpieczeństwa, poza budynkami obowiązuje bezwzględny nakaz noszenia pełnych skafandrów – uderzenie mikrometeorytu w kopułę oznaczałoby natychmiastową dekompresję.
8. Mare Nubium (Morze Chmur)
Obszar ten słynie z imponującego krateru uderzeniowego Bullialdus – gigantycznej formacji o średnicy 61 kilometrów i głębokości ponad 4 kilometrów. Faza REM trwa dalej. Szybujemy na pokładzie statku wycieczkowego z panoramicznymi oknami, stworzonego specjalnie dla turystów spragnionych surowych, kosmicznych widoków. Chwilę wcześniej poproszono nas o zapięcie pasów ze względu na przeciążenie przy starcie. Pojazd pędzi, a krajobraz za oknem miga tak szybko, jakby ktoś przewijał fototapetę. Turyści są dosłownie i w przenośni wniebowzięci. Dla nas to jednak rutynowy lot rejsowy, więc z lekkim rozbawieniem przyglądamy się pełnym emocji pasażerom.
Jedna z pań zabrała na pokład malutkiego pieska – w końcu zwierzakowi też należy się odrobina luksusu. Wygląda to przezabawnie, bo w pewnym monencie psiak wyślizgnął się właścicielce z rąk i poszybował przez całą kabinę w kierunku toalety, bezradnie machając łapkami i wybałuszając przerażone ślepia. Potem pasażerka długo musiała go uspokajać. Sam utwór jest dynamiczny, rytmiczny i doskonale oddaje tempo tego turystycznego lotu. Co ciekawe, stworzyłem go w rekordowo krótkim czasie.
9. Audiodrama: Engine Room
Druga faza REM za nami, czas na głęboki sen w fazie N3. To niezwykle klimatyczna audiodrama. Wkraczamy do ogromnego laboratorium, w którym gwar rozmów przejętych naukowców miesza się z dziwnymi odgłosami istot syntetycznych. W tle pracują dziesiątki komputerów i procesorów. Ktoś przeciska się przez tłum z ciężkim sprzętem, prosząc o przejście. Za pancerną szybą sąsiedniej hali majaczy gigantyczna machina. Do czego służy? Trudno powiedzieć. Ma mnóstwo elementów mechanicznych (pokrytych delikatną patyną rdzy ze względu na panującą w bazie wilgoć) oraz zaawansowaną elektronikę. To w końcu sen – logika nie musi tu obowiązywać. Nagle maszyna z głośnym, charakterystycznym pomrukiem rusza do pracy. Całe szczęście, że to faza N3 – przy lżejszym śnie ten potężny hałas natychmiast postawiłby nas na równe nogi.

10. Sinus Roris (Zatoka Rosy)
Zatoka leżąca na skraju potężnego Oceanu Burz. Charakteryzuje się jasną barwą – to zasługa pyłu osiadłego po dawnych uderzeniach meteorów, który wyjątkowo silnie odbija światło słoneczne. Wkraczamy w fazę niezwykle intensywnego snu REM. Muzyka staje się zupełnie inna: przestrzenna, mocno „padowa” (gra słów: padowa od brzmień syntezatorów i „opadowa” od księżycowego pyłu) i nasycona efektami. Dzieje się tu naprawdę sporo. Już na wstępie agresywna, czerwona, leadowa solówka brutalnie rozrywa przestrzeń, wgryzając się w błękitne, rozciągnięte tła. Towarzyszy jej lekka, ulotna sekwencja. W tym utworze genialną robotę wykonał plugin Syntorus 2 od D16 Group, a reszty dopełniła mityczna rosa z zatoki.
11. Audiodrama: Train
Wspominałem wcześniej o sieci kolei magnetycznej ukrytej pod powierzchnią Księżyca. Teraz mamy okazję odbyć podróż takim futurystycznym pociągiem. Do nagrania tej sceny posłużył mi… jak najbardziej realny pociąg. A konkretnie poczciwa „Aldona” należąca do Polregio, kursująca na trasie Lublin – Dęblin. Współpasażerowie patrzyli na mnie jak na wariata, kiedy wyciągnąłem profesjonalny rejestrator dźwięku – pewnie myśleli, że zamierzam przeprowadzać z nimi wywiady. Tak czy inaczej, faza REM wciąż trwa, a my smacznie śpimy, błyskawicznie pokonując kolejne kilometry. Następny przystanek: Lacus Somniorum (Jezioro Snów).
12. Lacus Somniorum (Jezioro Snów)
Największe „jezioro” na naszym satelicie. Jego struktura jest mocno nieregularna – pełna kraterów i zarysów dawnych niby lądów. To niezwykle fascynujące miejsce i taki też jest ten utwór. Pewnego słonecznego poranka obudziłem się z gotową melodią w głowie. Jest skoczna, ale osadzona w rozległej, marzycielsko-ulotnej przestrzeni. Zresztą ze snami zazwyczaj tak bywa. Kompozycja powstała błyskawicznie i praktycznie nie wymagała poprawek. Przypadek?
Faza REM powoli ulega destabilizacji.
13. Audiodrama: Landing
Coś zaczyna nas wybudzać – wokół robi się naprawdę głośno. Słyszymy typową procedurę lądowania: ryk silników, odliczanie i potężne tąpnięcie amortyzatorów uderzających o grunt. Ten moment nie tylko słychać, ale wręcz fizycznie czuć, ponieważ celowo zrezygnowałem z obcięcia niskich częstotliwości. Chwilę później silniki gasną, a na pierwszy plan wysuwa się brzęk łańcuchów obijających się o siebie pod sufitem ładowni. Wylądowaliśmy tuż obok zamkniętej, pilnie strzeżonej strefy księżycowego miasta. To tutaj przeprowadza się tajne eksperymenty, a tuż za gigantyczną formacją skalną działa kopalnia żelaza, tytanu, glinu oraz metali ziem rzadkich.
14. Mare Vaporum (Morze Oparów)
Tajemnicza nazwa i niezwykle klimatyczne miejsce. Chociaż to tylko stare równiny lawowe, ich nazwa mocno działa na wyobraźnię. Opary to coś ulotnego, materialnego, ale wciąż nieuchwytnego. Zupełnie jak nasze sny: wydają się realne, lecz ostatecznie wymykają się zmysłom (i logice też). To już ostatnia faza REM tej nocy.
Utwór zaczyna się bardzo lekko i zwiewnie. Przestrzenne tło ozdabiają delikatne, migotliwe uderzenia fortepianu. Ta sielska atmosfera jest jednak tylko ciszą przed burzą. Kiedy opary opadają, widzimy prawdziwe, surowe i groźne oblicze księżycowego krajobrazu. Muzyka staje się ostra, kanciasta i bezkompromisowo rytmiczna – czyli dokładnie taka, jaką lubię najbardziej. Głębokie, ciemne uderzenia perkusji przeplatają się z jasnymi, rezonującymi blachami. Robi się naprawdę niebezpiecznie… te opary jednak coś ukrywały.
Przełamanie. Zaczyna się jazda bez trzymanki.
15. Audiodrama: Room Decompression
Znów jesteśmy w laboratorium – najprawdopodobniej w tej niedostępnej dla cywilów, ściśle strzeżonej strefie. Konfigurujemy i programujemy parametry na konsoli urządzenia badawczego. Praca idzie pomyślnie, więc zadowoleni wstajemy z fotela i kierujemy się ku wyjściu. Nagle w odległych sektorach bazy dochodzi do potężnej eksplozji. Słyszymy przerażający świst gwałtownej dekompresji (tutaj znów nieocenione okazało się sprężone powietrze w puszce). W korytarzach wybucha panika, słychać chaotyczny bieg ludzi… po czym wszystko powoli, złowrogo cichnie. Wkraczamy w głęboką fazę N3. Sen głęboki całkowicie przejmuje nad nami władzę.

16. Dark Side – Light Side
Budzimy się na oddziale intensywnej terapii księżycowego szpitala. Najpierw słyszymy (jakby od środka) dramatyczną walkę własnego organizmu o tlen i każdy kolejny skurcz serca. W tle miarowo pika szpitalna aparatura. Faza N3 trwa… nagle potężny impuls elektryczny przywraca nas do świadomości. Gwałtownie łapiemy powietrze, a tętno przyspiesza do granic możliwości. Dokładnie tak wyobrażam sobie powrót do życia po nagłej dekompresji w kosmicznym mieście. Powoli dociera do nas, co się wydarzyło, i spływa na nas kojący spokój – wiemy, że kolejny raz oszukaliśmy przeznaczenie.
W tym utworze słychać to doskonale. Ciemna strona – jasna strona, niebyt – byt, smutek – radość, cisza – hałas, ciemna i jasna strona Księżyca. Wykorzystałem tu ogromną paletę instrumentów i nastrojów – w tym jednym utworze zmieściło się aż 60 ścieżek audio.
17. Audiodrama: Radio
Powoli wracamy do rzeczywistości… to znowu faza N2. Znajdujemy się w tunelu serwisowym tuż obok księżycowej autostrady. Nad nami migoczą gwiazdy, pod stopami chrzęści pył, a obok z szumem przemykają pojazdy. Prosimy nasz naręczny komputer o włączenie radia. Po krótkim fragmencie muzycznym (słyszymy znajomy motyw z Lacus Somniorum) spiker podaje komunikat o uderzeniu meteorytu, dekompresji i zakończonej sukcesem akcji ratunkowej. A na koniec słyszymy niesamowitą wiadomość… w naszej kosmicznej bazie wreszcie zakwitły pierwsze róże.
18. Sunrise on the Moon
Jesteśmy już na samym skraju poranka. To niezwykle nastrojowy, spokojny utwór, zbudowany wyłącznie z głębokich, błękitnych padów syntezatorowych. Wirtualny syntezator Arturia Pigments zrobił tutaj genialną robotę – uwielbiam ten instrument. Na sam koniec, jeszcze przez mgłę snu, zaczyna przedzierać się znajomy dźwięk mojego starego budzika.
19. Audiodrama: Wake Up
I to już koniec. Pobudka! Otwieramy oczy, z całej siły uderzamy dłonią w budzik i wstajemy z łóżka. Za oknem piękny, letni poranek. Otwieramy je na oścież, a do pokoju natychmiast wdziera się intensywny gwarny szum budzącego się do życia miasta. Zbiegamy po schodach, trzaskają drzwi wejściowe i znów ruszamy w codzienny bieg.
Wyszło z tego niezwykle kontrastowe, dynamiczne zwieńczenie całego albumu i ostateczne wyjaśnienie, o co w tej całej podróży chodziło. Czy każdy to zrozumie? Nie wiem – ale mam głęboką nadzieję, że tak.
Niestety ograniczona pojemność hostingu nie pozwala mi na udostępnianie pełnych albumów w oryginalnej jakości. Poniżej prezentuję krótki miks wszystkich utworów z płyty Luna w jakości MP3 VBR.

I tak oto dobiegł końca okrągły rok intensywnej pracy nad moim pierwszym albumem koncepcyjnym. W międzyczasie w mojej głowie zdążyły się już zrodzić pomysły na trzy kolejne projekty. Po krótkim, zasłużonym odpoczynku zabrałem się więc z powrotem do pracy…

