
Samarkanda – podróż w nieznane
Oasis of Tranquility
Oaza spokoju
Spokój… stan równowagi i harmonii. Umysł jest wolny od lęku, gniewu i napięcia. Jakże rzadko doświadczamy tego wspaniałego uczucia, bo brak stabilizacji jest wpisany w nasze życie. Zawsze musi być jakieś „ale” i jakaś uparta myśl trzymająca się z całych sił tyłu naszej głowy. Niby wszystko jest OK, niby jest mięciutko, cieplutko i kolorowo, a jednak boimy się, że pewnego dnia możemy to stracić, a nasz świat wywróci się do góry nogami i już nic nie będzie takie jak dawniej. Znacie to? Ja tak.
Tak naprawdę spokój to tylko złudzenie.

04.08.2013, 16:16 | 1/50 s, f/5.6, ISO 200, 30 mm
Dookoła nas w skali mikro i makro trwa nieustanna walka o wodę, powietrze, światło, ciepło, energię i przestrzeń. Nie ma takiej możliwości, aby to w jakiś sposób na nas nie wpływało.
W oazie pustynnej spokój też jest zbudowany na otaczającym ją chaosie. Silne wiatry wywiały trochę piasku, a dziwnym zbiegiem okoliczności w danym miejscu znajdują się warstwy wodonośne i źródła artezyjskie. Woda płynie sobie z odległych gór w porowatych, podziemnych skałach i pod ciśnieniem wypływa na powierzchnię. Jakiś zbłąkany nietoperz, ptak albo lis pustynny czy inny wielbłąd najadł się słodkich owoców (w końcu po to są słodkie, żeby go skusić), przybył do źródła napić się wody i wydalił pestkę w jego pobliżu. Najpierw urośnie jedna palma, która rozmnoży się przez odrosty. Minie wiele lat, zanim z następnych pestek urosną inne drzewa. Palmy mają płeć… gdy w jednej oazie spotkają się osobniki żeńskie i męskie, wiatr przeniesie pyłek z kwiatów palmy męskiej na kwiaty palmy żeńskiej, a ta wyda na świat tysiące nowych owoców. Tak ukształtuje się najwyższe piętro oazy. Środkowe powstanie z nasion przyniesionych przez ptaki. Wyrosną tamaryszki i pustynne akacje, a najniższe piętro utworzą trzciny i sitowie „zasiane” również przez tych małych wędrowców. Jeszcze parę lat… i mamy dającą cień, wodę, pożywienie oraz miejsce do życia dziką oazę.

Zaraz, zaraz… Mówiłeś, że to będzie sesja do Vogue’a, a nie na bloga o muzyce.
Fajnie, prawda? Dokoła palące słońce, wszechobecny, przesypujący się w różnych kierunkach piasek, tańczący zwariowane piruety wiatr, naprzemienne zimno i gorąco, a w środku tego wszystkiego zielona plama ciszy i spokoju.
Tak powstał też mój szósty utwór z Samarkandy.
Najpierw nad ranem zakiełkowało w mojej głowie ziarenko pomysłu (czyli ta analogowa leadowa melodia). Chodziłem z nią przez jakiś czas, a właściwie to ona chodziła za mną. Mówię jej: weź ty się ode mnie odczep i daj mi spokój. A ona na to: NIE! Będę za tobą łaziła, aż znajdziesz mi towarzystwo. Co miałem zrobić? Była goła, więc ubrałem ją w otulające ciepłem basy. Rozruszałem sekwencerami i mocną sekcją rytmiczną, podsypałem iskierkami wysokich tonów i lekko ugładziłem błękitnymi padami. Wyszukałem jej też towarzystwo w postaci kilku efektów! Polubili się bardzo, stali się nierozłączni, a ona dała mi wreszcie spokój :).
I tak syntezatory PolyMAX od UAD, Pigments od Arturii, Zebra 2 od u-he i zestaw perkusyjny od ML Drums rozpisane na 38 ścieżkach stworzyły moją własną oazę dźwięku. A po odespaniu kilku zarwanych nocy w mojej głowie zapanowały wreszcie harmonia i długo wyczekiwany stan równowagi.
Jeszcze taka myśl na zakończenie:
Z oazami (zarówno tymi na środku pustyni, jak i tymi budowanymi w dźwiękach) jest tak, że istnieją wbrew otoczeniu. Wymagają czasu, cierpliwości i ciągłego chronienia przed zasypaniem przez szary pył codzienności. Dla mnie ten utwór stał się właśnie taką bezpieczną przystanią, do której można uciec, gdy rzeczywistość za bardzo dociska gaz.
Dość przynudzania. Czas posłuchać muzyki.

Inne wpisy dotyczące utworów z tego albumu znajdują się pod linkami:
Desert Winds
Threshold of Silence
Veil of Illusions
Revelation
Shadows of Darkness
Unveiled Horizon
Return to Samarakande
Ana
