
Z jakiego koloru ulepiony jest ten bit?
Oj… długo mi chodził ten temat po głowie.
Zdaję sobie oczywiście sprawę, że był on podejmowany w Internecie wielokrotnie i na wiele różnych sposobów. Są przecież obszerne rozprawy poparte badaniami, a sam fundament naukowy jest dobrze opisany. Psychoakustyka bada, jak odbieramy dźwięki (między innymi ich wysokość, głośność i barwę). Związki dźwięków z emocjami badają również psychologia muzyki i neuronauka, choć nie sprowadzają ich do prostego zestawu częstotliwości z odruchami zakodowanymi w każdym człowieku.
Małe wyjaśnienie na start: Ten wpis to zderzenie twardych faktów z dziedziny akustyki z moim osobistym, artystycznym eksperymentem. Opisany tu system „kolorów dźwięku” to moje subiektywne narzędzie twórcze ułatwiające mi pracę nad materiałem, a nie nowa teoria naukowa.
***
Macie tak, że po usłyszeniu jakiegoś dźwięku dostajecie gęsiej skórki, popadacie w panikę, zrywacie się do ucieczki lub na przykład uspokajacie się, rozluźniacie albo wręcz zasypiacie? Jestem pewien, że tak jest, bo w ten sposób działa nasz organizm. Co więcej, sami celowo tworzymy sobie dźwiękiem „nastrój” w zależności od potrzeby sytuacji, w której się znajdujemy. W pracy mamy ciche, radiowe tło, aby móc się skupić na zadaniach, które są postawione przed nami. W domu lubimy czasem podkręcić ulubioną muzykę, aby się zrelaksować lub odwracamy uwagę podczas nudnego krojenia warzyw na sałatkę. Gdy prowadzimy samochód, to co włączamy? Oczywiście muzykę. Dzięki temu nie zasypiamy podczas wielogodzinnej trasy z gór nad morze. Mało tego, niektórzy z nas tworzą sobie nawet celowo konkretne, dźwiękowe rytuały odpowiednio do sytuacji, w której się znajdują. Czują się wtedy szczęśliwsi i spełnieni. Inni ludzie też próbują wpływać na nasze decyzje właśnie muzyką… Wiedzą o tym doskonale marketingowcy puszczający nam specjalnie dobraną wiązankę utworów podczas zakupów w hipermarkecie czy wielkiej galerii handlowej. Budują w nas odpowiedni nastrój tylko po to, abyśmy choć na chwilę zapomnieli o tym, że ceny znów poszły w górę albo pomyśleli: raz się żyje, kupię sobie lepszą kawę albo trzy pary skarpetek zamiast jednej i chyba jeszcze jutro wrócę tu po nowy telewizor. Takie przykłady można podawać w nieskończoność.
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że robimy tak zupełnie bezwiednie.
Dźwięki otaczają nas przez cały czas, a mózg reaguje na ich głośność, barwę, rytm i znaczenie (czasem stresem, czasem relaksem). Zdarza się, że tego tła jest za mało; wtedy dodajemy je sobie do otoczenia, aby się samemu odpowiednio „zaprogramować”.
Jest nawet osobna grupa aplikacji, które wykorzystują psychoakustykę w praktyce. Generują specjalny, maskujący szum, który w pewien sposób „hakuje” nasz mózg, tworząc akustyczny koc przykrywający niepożądane dźwięki. Taki zabieg ułatwia wejście w odpowiedni nastrój i pomaga skupić się na pracy lub po prostu zrelaksować umysł.
Rodzajów tych szumów oraz innych efektów akustycznych jest całkiem sporo i prawdopodobnie rozwinę jeszcze temat w jednym z kolejnych wpisów. W tej chwili grzebię przy programowym generatorze stereofonicznych szumów (białym, różowym i moim ulubionym – brązowym).
Paleta kolorów dźwięków?
Już widzę oczami wyobraźni, że zadajcie sobie to pytanie: O co mu chodzi? Czy on pisze ze specjalnego ośrodka dla osób słyszących kolory? Nie piszę z takiego ośrodka, ale przez długie lata mojego życia miałem wystarczająco czasu, aby zastanowić się nad tym głębiej i dojść nawet do pewnych wniosków.
To co teraz napiszę, to moja tajemnica i zachowajcie wszystko, co tu przeczytacie wyłącznie dla siebie. Jestem raczej skromną osobą, nie lubię rozgłosu (a już na pewno wytykania palcami).
Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego jeden utwór muzyczny wprawia mnie w euforię, a inny wręcz drażni? Dlaczego nie lubię konkretnych instrumentów a są takie, za którymi wprost przepadam? Dlaczego głos tej wokalistki lub tego wokalisty działa na mnie jak magnes i nie potrafię się od niego oderwać, a są takie głosy, które mnie wręcz odpychają od siebie?
I znalazłem odpowiedź – to psychoakustyka
Ale…, ponieważ musiałem sobie sam to jakoś wytłumaczyć, to przypisałem w swojej pokręconej wyobraźni konkretne dźwięki do odpowiednich kolorów.
To stąd wzięły się opisywane we wcześniejszych artykułach błękitne pady, czerwone leady, brązowawe, orkiestrowe i złotawe instrumenty akustyczne, czarne uderzenia kotłów lub innych bębnów, szare sekwencje czy srebrzyste iskierki metalowych perkusjonaliów.
Tak powstała psychoakustyka KOLORYSTYCZNA.
Małe zastrzeżenie, zanim ktoś zamówi mi biały fartuch: „psychoakustyka kolorystyczna” to moja autorska nazwa i mój sposób opowiadania o brzmieniu, a nie uznana metoda odczytywania emocji z widma. Nauka bada związki dźwięków, kolorów i odczuć, ale nie daje uniwersalnego przelicznika: tyle herców równa się tyle strachu, a tyle zieleni — święty spokój. Moje kolory traktujcie więc jak legendę osobistej mapy, nie jak instrukcję obsługi każdego ludzkiego mózgu.
***
…Chwila oddechu, bo o ile po przydługim wstępie jeszcze to czytasz, to pewnie zaraz przestaniesz, wiedząc, że teraz zagłębię się jeszcze bardziej w powiązania dźwięków z kolorami. Ale proszę, daj mi szansę...
Przechodzę więc do szczegółów.
Jak pewnie wiesz, człowiek słyszy tylko w określonym przedziale częstotliwości. Jako umowny zakres dla młodej osoby ze zdrowym słuchem podaje się zwykle od 20 Hz do 20 000 Hz, choć rzeczywiste granice zależą również od poziomu dźwięku i sposobu badania. Wydaje się, że to sporo, jednak w słyszeniu wysokich częstotliwości przewyższają nas nawet nasze zwierzęta domowe. U psów górną granicę szacuje się w zależności od badania na około 45 000 Hz. A kot? Podobno wykrywał dźwięki nawet do niebotycznych 85 000 Hz. O matko, co on musi słyszeć? Pewnie dlatego ciągle śpi, aby nie być narażonym na przebodźcowanie — to już oczywiście mój żart. A tak na poważnie: taki słuch pomaga mu wykrywać wysokie dźwięki potencjalnej zdobyczy, choćby myszy.
No dobrze, a które zwierzę jest rekordzistą?
W opublikowanych badaniach rekordzistą okazał się pewien owad: Galleria mellonella o swojsko brzmiącej polskiej nazwie barciak większy. To niepozorne stworzenie wykazywało reakcję słuchową na ultradźwięki o częstotliwościach zbliżających się do 300 000 Hz! Jego słuch pomaga wykrywać polujące nietoperze, ale nie oznacza to, że nietoperze używają dokładnie tak wysokich częstotliwości. Ich sygnały echolokacyjne różnią się między gatunkami i są szacowane na zawrotne 212 000 Hz. Ciekawostką jest, że motyl ten ma narządy słuchowe na spodniej stronie odwłoka. Dodatkowo żyje w Polsce i jest uważany za szkodnika w pszczelarstwie.
Wracając do ludzi: w Internecie można znaleźć orientacyjne zestawienia górnej granicy słyszenia w zależności od wieku. Poniższe liczby nie opisują całego zakresu słuchu i bez źródła oraz warunków pomiaru nie należy traktować ich jako naukowych średnich ani norm. Wiek ma znaczenie, ale słuch nie sprawdza dowodu osobistego przed każdym piskiem.
- Dzieci i nastolatkowie: w internetowych zestawieniach podaje się orientacyjną górną granicę około 18 000–20 000 Hz. To nie znaczy, że słyszą wyłącznie ten wąski przedział! Niektóre młode osoby słyszą bardzo wysokie piski urządzeń elektronicznych do odstraszania owadów, ale sama ich słyszalność nie dowodzi skuteczności urządzeń reklamowanych jako odstraszacze komarów (Może to odstraszacze dzieci?).
- Osoby w wieku 20+ lat: ok. 16 000 – 17 000 Hz.
- Osoby w wieku 30+ lat: ok. 14 000 – 15 000 Hz.
- Osoby w wieku 40+ lat: ok. 11 500 – 13 000 Hz.
- Osoby w wieku 50+ lat: ok. 10 000 – 12 000 Hz.
- Osoby powyżej 60. roku życia: górna granica często spada do 8 000 Hz, a w późniejszych dekadach potrafi obniżyć się nawet do 5 000 – 6 000 Hz.
Na stronach internetowych można znaleźć sygnały testowe pozwalające samemu oszacować swój zakres słyszanych częstotliwości. Celowo nie podaję tutaj linków, aby nikogo nie faworyzować, należy jednak podchodzić do takich badań z dystansem, bo wiele zależy od miejsca, w którym się znajdujemy, stanu zdrowia, jakości połączenia lub sprzętu odsłuchowego.
***
Jak widzę muzykę?
Postanowiłem przygotować pewne zestawienie ukazujące moje preferencje dźwiękowo-kolorystyczne. Wbrew pozorom nie jest to fantazja całkiem oderwana od rzeczywistości: nauka również bada skojarzenia muzyki z kolorami i emocjami. Co ciekawe, zestawienie to w pierwszej wersji powstało bez zaczerpnięcia jakichkolwiek informacji naukowych. Dopiero później, gdy na dobre wpadłem w sidła twórczości muzycznej, zgłębiłem ten temat dokładniej i ze zdziwieniem stwierdziłem, że część moich skojarzeń ma z tymi badaniami coś wspólnego. Nie jest to jednak naukowe potwierdzenie mojej konkretnej palety.

Jak widzicie, każdemu charakterystycznemu zakresowi częstotliwości przypisałem odpowiadający mu w mojej wyobraźni kolor, a po prawej stronie opisałem związane z tym przedziałem odczucia. I tu musicie mi uwierzyć na słowo: tak to wygląda w mojej dźwiękowej rzeczywistości. Wybaczcie też pewną asekurację, ale lepiej dmuchać na zimne. Uważam, że Wasza paleta może być trochę, a może nawet całkowicie inna.
Sub-bas — niskie częstotliwości do 60 Hz — i mój fizyczny niepokój: Fale o tak niskich częstotliwościach są bardzo długie: fala 20 Hz ma w powietrzu, w temperaturze około 20°C, mniej więcej 17 metrów długości! Sama długość nie oznacza jednak dużej energii. Nasze uszy są na ten zakres mniej czułe, a przy odpowiednio wysokim poziomie możemy również odczuwać dźwięk jako wibracje. Mnie takie dudnienie kojarzy się z potęgą natury: trzęsieniem ziemi, burzą czy lawiną. Oczywiście to skojarzenie, nie obowiązkowy alarm wpisany w każde ludzkie ciało.
Bas (60–250 Hz) i napęd, czyli moje „uziemienie”: To pasmo kojarzy mi się z fizyczną energią, ciepłem i pierwotnym rytmem, uderzeniami serca, tętentem biegnącego stada czy dźwiękiem plemiennego bębna. Basowe instrumenty często tworzą pulsujący fundament muzyki, a badania wskazują, że niskie częstotliwości mogą wspierać śledzenie rytmu i pobudzać ruch. Nie jest to jednak wyłączna właściwość zakresu 60–250 Hz ani gwarancja poczucia stabilnego oparcia. U mnie skutek bywa prosty: „nóżka tupie”.
Baza i „pudło” (250-500 Hz): W żargonie inżynierów dźwięku to pasmo faktycznie określa się mianem „boxiness” (pudełkowatość) lub „mud” (muł), gdy jest go za dużo. Odpowiada za naturalny, drewniany rezonans instrumentów akustycznych. Inżynierowie dźwięku starają się zawsze znaleźć w tym zakresie złoty środek i powiem Wam, że często jest to wyższa szkoła jazdy.
Środek (500 Hz–2 kHz) i mój komfort: To ważny obszar dla brzmienia ludzkiego głosu, jednak informacje potrzebne do rozumienia mowy nie kończą się na 2 kHz. Bogaty środek może dawać wrażenie pełni i czytelności, natomiast jego osłabienie: pustki czy sterylności. Nie znaczy to jednak, że mózg automatycznie odczytuje to pasmo jako „bezpieczne”. Czasem nie lubimy, jak ktoś nam za dużo ględzi nad głową i wolelibyśmy, aby się wreszcie uciszył.
Wyższy środek (2–4 kHz) i ostrość: To najbardziej fascynujący punkt mojego opisu. Kanał słuchowy naturalnie wzmacnia część dźwięków w okolicach kilku kiloherców, co współtworzy dużą wrażliwość naszego słuchu w tym obszarze. W płaczu dziecka, syrenach i alarmach można znaleźć składowe z tego zakresu, ale ich alarmujący charakter zależy również od głośności oraz zmian dźwięku w czasie. Dlatego nadmiar mojego żółtego pasma może męczyć i irytować. Co ważne, nie jest jednak sam w sobie ani bólem, ani biologicznym przyciskiem paniki.
Prezencja (4–6 kHz), czyli mój błękit: Ten przedział również ma własny pasek w aplikacji, więc nie zostawiajmy go bez przedstawienia. W mojej palecie opisuje wyrazistość i detal brzmienia. To taka świetna autorska etykieta, nie osobna szufladka z emocjami zamontowana w mózgu.
Góra i powietrze (powyżej 6 kHz): Długie fale niskich częstotliwości łatwiej uginają się wokół przeszkód niż krótkie fale wysokich częstotliwości. Wysokie dźwięki mogą odbijać się od powierzchni i być przez nie pochłaniane (zależnie od ich właściwości). To pasmo często daje wrażenie detalu i „powietrza”, ale informacje o wielkości i akustyce pomieszczenia niesie również pogłos, odbicia i relacje między dźwiękami w szerszym zakresie. W mojej palecie nazywam je „przestrzenią”, „powietrzem”, „horyzontem” i „oddechem”. Właściwie każdy ma na to swoje własne określenia.
A zwróciliście uwagę, że daleki koncert albo rapowych melomanów w ZŁOMOSAMOCHODZIE, którego nazwa zaczyna się na przykład na literę „B”, słyszymy najpierw w niskich rejestrach? Pomagają w tym między innymi łatwiejsze uginanie się długich fal wokół przeszkód i silniejsze pochłanianie wysokich częstotliwości przez powietrze. O samych melomanach bas nie powie nam jednak, czy są niebezpieczni. Co najwyżej zdradzi, że koncert jedzie razem z nimi.
I teraz wchodzi gwóźdź programu:
Aplikacja przekształcająca dźwięk na kolory (Kolory Dźwięku)
Postanowiłem zaszaleć i udowodnić coś pseudonaukowo. Na pewno fachowcy zaczną się śmiać do rozpuku (Swoją drogą, w jakiej częstotliwości rozkłada się największa energia śmiechu, że jest taki zaraźliwy? Muszę to kiedyś sprawdzić.), ale wydaje mi się, że w tym szaleństwie jest metoda.
Zasadę działania tej aplikacji spróbuję wyjaśnić tak:
Zamknij oczy… nie wróć!
Od początku.
Wyobraź sobie, że dźwięk to nie tylko to, co słyszysz, ale też to, co widzisz. Kiedy słuchasz ulubionego utworu muzycznego, do Twoich uszu dociera mieszanka różnych fal o różnej wysokości. Jedne są niskie i ciężkie, inne wysokie i kłujące, a jeszcze inne brzmią jak ludzki głos.
Aplikacja „Kolory Dźwięku” działa jak muzyczny pryzmat. Wczytujesz do niej dowolny utwór, a ona rozszczepia go na składowe części, zupełnie tak, jak kryształ rozszczepia białe światło na tęczę.
Co dokładnie robi maszyna w tle?
Analizuje charakter: Zamiast łapać pojedyncze, głośne uderzenia (np. trzaśnięcie w bęben), aplikacja bada utwór całościowo, aby wyciągnąć jego prawdziwy „charakter” i stały fundament. Jeśli ktoś ma zły charakter, to aplikacja też to wyciągnie :).
Słucha trochę jak człowiek: Maszyny liczą matematycznie, ale my, ludzie, słyszymy inaczej! Przy tym samym poziomie ciśnienia akustycznego niski bas zwykle odbieramy jako cichszy niż dźwięki z zakresów, na które ucho jest bardziej wrażliwe. Aplikacja nakłada na muzykę specjalny „filtr ludzkiego ucha”, aby przybliżyć te różnice. To jednak uproszczony model, nie dokładna kopia słuchu każdego z nas. W przypadku „prawdziwych” osób, wynik zależy także od poziomu odsłuchu, sprzętu i indywidualnej wrażliwości.
Ocenia i porównuje: Aplikacja dzieli cały utwór na 7 głównych stref częstotliwości. Najpierw znajduje tę, która po zastosowaniu mojego filtru uzyskuje najwyższy wynik (takiego lidera), a potem przyrównuje do niej pozostałe. W ten sposób powstaje „kolorystyczny odcisk palca”, gdzie paski długości od 0 do 3 pokazują względny udział poszczególnych pasm według przyjętej skali. To porównanie wewnątrz nagrania, a nie pomiar rzeczywistego natężenia dźwięku w miejscu odsłuchu.
Mała uwaga na koniec: Traktujcie obecne wyniki jako otwarty eksperyment. Aplikacja wciąż znajduje się w fazie testów i cały czas grzebię pod jej maską. Bądźcie jednak spokojni. Obecne odczyty są już w pełni miarodajne i trafnie oddają profil brzmieniowy nagrań. Niewykluczone jedynie, że w finalnej wersji maszyna wyrobi sobie nieco inny gust, a zaktualizowane algorytmy będą interpretować odciski z drobnymi różnicami (ot, na przykład lekkie przesunięcie progów decybelowych). Trwają prace kalibracyjne!
Psychologia barw, czyli co oznaczają poszczególne kolory?
Każdy z tych 7 pasków reprezentuje określone pasmo częstotliwości, do którego w moim systemie (jak opisałem wyżej) przypisałem odczucia i emocje. Kolory nie są tu przypadkowe: wynikają z moich skojarzeń z brzmieniem. To wizualizacja mojej interpretacji dźwięku, a nie bezpośredni odczyt tego, co czuje Twoje ciało. W pewnym zakresie mogą być jednak zbieżne z ewolucyjnym przystosowaniem człowieka do reakcji na konkretne częstotliwości.
Dzięki temu systemowi wystarczy jedno spojrzenie na gotowy, wygenerowany PNG, aby wstępnie ocenić proporcje pasm i zgadnąć, czy brzmienie będzie bliższe „ciepłemu kocowi z fundamentem”, czy „ostremu alarmowi” bijącemu po uszach. Zgadnąć, bo emocjonalnego charakteru całego utworu same paski nie opowiedzą. Od tego nadal mamy uszy, wyobraźnię i własne doświadczenia życiowe.
W przyszłości pójdę jeszcze dalej i stworzę wersję dającą uśredniony kolor całości widma dźwiękowego, dołączając do tego tablicę porównawczą z naniesionymi 16 777 216 kombinacjami kolorów, czyli dokładnie tyloma, ile daje 24-bitowy zapis RGB z 256 wartościami na każdy z trzech kanałów. Tylko, żeby nikt nie pomyślał, że planuję wydrukować ją na domowej drukarce… Oczywiście, żartuję. Już to widzę, jak ktoś odszukuje w opasłym tomisku wskazany kolor, aby zinterpretować jego psychoakustyczne znaczenie.
***
No dobrze, czas coś udowodnić
Tak wygląda gotowa (działająca) aplikacja:

Zanim przejdziemy do analizy: kolorowe paski pokazują wyniki mojego algorytmu, a dalsze opisy są interpretacją połączoną z tym, co sam słyszałem i czułem. Pusty pasek nie musi oznaczać całkowitego braku danego pasma. Wynik mógł po prostu nie przekroczyć progu wyświetlania. Z samego wykresu nie odczytamy też rzeczywistego poziomu hałasu, siły drgań wagonu ani emocji słuchacza. To mapa brzmienia, nie wykrywacz trzęsień ziemi.

Analiza:
Do analizy wybrałem jeden z moich utworów: 6000 m to Thalassa – First Dive.
Dominacja środka pasma (zielony): Pasek w przedziale 500 Hz–2 kHz osiągnął maksymalny poziom. W moim systemie mapowania ten zakres kojarzy się z głosem ludzkim, informacją i komfortem. Wynik wskazuje na wyraźny udział środka w analizowanym brzmieniu. Dla mnie utwór ma wyraźny, uspokajający (mam taką nadzieję) charakter.
Wysoka Aktywność Wyższego Środka (Żółty) i Niskiego Środka (Czerwony): Oba te pasma (odpowiednio 2-4 kHz oraz 250-500 Hz) wypełniają wykres w znacznym stopniu.
Żółte pasmo (2-4 kHz) reprezentuje ostrość. Jego wysoki poziom oznacza, że utwór jest bardzo wyrazisty i posiada krawędź, ale jego nadmiar może prowadzić do uczucia zmęczenia lub irytacji.
Czerwone pasmo (250-500 Hz) odpowiada za „pudło” i naturalną podstawę instrumentów akustycznych, co nadaje brzmieniu ciepłą i pełną strukturę. Zbyt duża ilość energii w tym zakresie może jednak sprawić, że dźwięk wyda się zamulony.
Swoją drogą po przepuszczeniu przez aplikację wielu moich utworów, stwierdziłem, że żółtego i czerwonego jest w nich za dużo. Teraz czeka mnie wiele dni i godzin pracy, aby to naprawić. I co ja najlepszego zrobiłem…
Obecność Bazy i Przestrzeni: Pozostałe wypełnione paski to błękitny (4-6 kHz), bordowy (60-250 Hz) i biały (powyżej 6 kHz). Te zakresy nadają utworowi definicję, rytmiczną energię (drive) oraz eteryczną przestrzeń.
Brak widocznego sub-basu (czarny): Pasek odpowiadający częstotliwościom do 60 Hz jest całkowicie pusty. W przyjętym sposobie analizy to pasmo nie uzyskało wyniku wystarczającego do pokazania go na skali. Nie dowodzi to całkowitego braku niskich dźwięków ani „podświadomego niepokoju” u słuchacza. Mimo wszystko ten pusty pasek mnie trochę niepokoi.
Podsumowując, rozkład kolorów wskazuje na wyraźny udział środka (zieleń), niskiego środka (czerwień) i wyższego środka (żółć). W mojej palecie daje to skojarzenie z mocnym fundamentem i wyrazistą prezencją.
A tak, na marginesie, to w tym utworze jest nawet sporo autentycznego ludzkiego głosu.
Druga próba
No dobrze, to weźmy jeszcze na warsztat któreś moje nagranie polowe, zarejestrowane Tascamem X6.
Niech to będzie… na przykład przejazd pojazdem typu EN98-003 (Impuls 2), jadącym jako pociąg w relacji Lublin – Dęblin.

To nagranie bez obróbki brzmienia, przekonwertowane jedynie z zapisu 32-bitowego float do 24-bitowego PCM. Częstotliwość próbkowania pozostała niezmieniona: 96 kHz.
No i analiza:
Wygenerowany odcisk palca pasuje do mojego wrażenia fizycznego, surowego nagrania terenowego z pokładu ciężkiej maszyny. Analizując rozkład pasm na wykresie, mogę opisać ogólne proporcje brzmienia. Konkretne źródła dźwięku rozpoznaję jednak również z odsłuchu i wiedzy o tym, gdzie nagrywałem – same paski nie są rzeczoznawcą od wagonów (a szkoda).
Absolutna dominacja „pudła” i masy (Czerwień i Bordo): Pasma 60-250 Hz oraz 250-500 Hz osiągnęły maksymalny poziom. W moim systemie mapowania czerwony odpowiada za „pudło” i rezonans, a bordowy za energię, rytm i uziemienie. W kontekście pociągu jest to wizualizacja potężnego rezonansu samego wagonu (zamkniętej puszki) oraz rytmicznego dudnienia masywnych wózków i kół toczących się po torach. Dźwięk jest niezwykle gęsty i dociążony.
Główny nurt mechaniczny (Zieleń): Środek pasma (500-2 kHz), odpowiadający za informacje i najwyższy komfort percepcji, również wypełnia skalę do końca. To właśnie tutaj koncentruje się ciągły szum pędu, praca silników trakcyjnych i wentylatorów, które całkowicie wypełniają zakres najlepiej słyszalny dla ludzkiego ucha. Wydaje mi się, że właśnie dlatego jadąc pociągiem czujemy spokój i taką satysfakcję z dźwięku, który nas otacza. Pewnie z tego powodu lubimy też sobie uciąć drzemkę.
Przebijająca się wibracja (Czerń): Obecność sub-basu (do 60 Hz) na poziomie 1 to dowód na gigantyczną energię fizyczną. Zgodnie z moimi założeniami, to pasmo wywołuje fizyczną wibrację, ciężar i podświadomy niepokój (skojarzenia z trzęsieniem ziemi). Aby czerń w ogóle pojawiła się na wykresie po zastosowaniu filtru ucha ludzkiego, fizyczne wibracje przenoszone przez pojazd EN98 Impuls 2 muszą być potężne. Co ciekawe, ja tego dźwięku nie słyszałem podczas jazdy pociągu. Można powiedzieć, że go czułem.
Tarcie i piski (Żółć): Pasmo 2-4 kHz, odpowiadające za ostrość i irytację (alarm), pojawiło się na pierwszym poziomie. W mojej interpretacji to odczuwalne, ale nie dominujące, mechaniczne piski falowników, tarcie kołnierzy kół o szyny na łukach lub świst układów pneumatycznych. Być może ten zakres jest przytłumiony ze względu na doskonałą izolację akustyczną pudła pojazdu.
Całkowity brak „powietrza” (Błękit i Biel): Paski powyżej 4 kHz (Presence i Air), odpowiadające za przestrzeń, oddech, eteryczność i daleki horyzont dźwiękowy, są całkowicie puste. To najważniejsza cecha tego surowego nagrania terenowego (24/96). Brak wysokich tonów potwierdza zamknięte, stłumione środowisko wagonu. Dźwięk jest masywny, ciemny, zamknięty i pozbawiony „szklistości”.

16.02.2024, 11:37 | 1/2000 s, f/1.7, ISO 113, 4,77 mm (Smartfon)
OK, to na zakończenie wczytam jeszcze nagranie z Szumów na rzece Tanwi niedaleko Suśca na Roztoczu, zarejestrowane wczesną wiosną tego roku (zdjęcie zrobiłem parę lat temu):
Trzecia próba

Odcisk palca wygenerowany dla pliku „Szumy na rzece Tanwi – 03.wav” doskonale obrazuje charakterystykę szybko płynącej, płytkiej wody, spadającej z mikrowodospadów (charakterystyczne dla roztoczańskich „Szumów”: 50°23’38.6″N 23°11’55.2″E). Moja interpretacja rozkładu pasm ujawnia bardzo wyrazisty i jasny obraz tego zjawiska natury:
Agresywny szum i rozbicie wody (Żółć i Zieleń): Absolutnymi liderami tego nagrania, osiągającymi maksymalny poziom, są pasma środka (500-2 kHz) oraz wyższego środka (2-4 kHz). W moim systemie zielony środek odpowiada za informację i najwyższy komfort percepcji. To tutaj znajduje się główny, ciągły, uspokajający szum pędzącej rzeki. Z kolei maksymalne wypełnienie pasma żółtego (2-4 kHz), które naturalnie odpowiada za ostrość i alarm, dowodzi, że woda gwałtownie uderza o przeszkody i mocno się pieni. To właśnie to pasmo odpowiada za głośny i przenikliwy syk kaskad, który w rzeczywistości potrafi zdominować otoczenie i przy dłuższym słuchaniu fizycznie zmęczyć. I tak było w istocie. Dłuższe wsłuchiwanie się w tło dźwiękowe powodowało zmęczenie. Ulgę odczułem dopiero po odejściu od rzeki na pewną odległość.
Akustyczne „ciało” rzeki (Czerwień): Pasmo 250-500 Hz osiągnęło drugi poziom. Zgodnie z przyjętym przeze mnie systemem mapowania, zakres ten zapewnia naturalną podstawę. Dzięki temu nagranie rzeki nie brzmi jak cienki syk powietrza z wentyla, ale posiada swoją akustyczną objętość i masę.
Rozpryskujące się krople i przestrzeń (Błękit i Biel): Pasma powyżej 4 kHz (prezencja i powietrze) zarejestrowały się na poziomie pierwszym. Myślę, że wprowadzają one do brzmienia odczucie eteryczności, powietrza oraz „szklistości”, co idealnie odpowiada mikroskopijnym kroplom wody rozpylonym nad nurtem (ta mgiełka oprócz wprowadzania przestrzeni w tle akustycznym daje też fizyczne orzeźwienie osiadając na twarzy).
Pomimo swojej świeżości, te zakresy dźwiękowe zostały jednak zepchnięte w tło przez potężniejszą energię uderzeń ze środka pasma.
Brak podświadomego zagrożenia (Czerń): Sub-bas (do 60 Hz) pozostał całkowicie pusty, a bas (60-250 Hz) osiągnął jedynie poziom pierwszy. Oznacza to, że niewielkie kaskady na Tanwi, choć głośne i ostre w wyższych rejestrach, nie generują potężnych, fizycznych wibracji i ciężaru, który wywoływałyby podświadomy niepokój, kojarzony z niszczycielską potęgą.

28.07.2019, 11:02 | 0.4 s, f/12, ISO 200, 18 mm
Podsumowanie:
W mojej interpretacji, nagranie z rzeki Tanwi to środowisko akustyczne jasne, bardzo ostre i szumiące (potężna dominacja żółci i zieleni), posiadające wystarczająco dużo naturalnej gęstości (czerwień), by brzmieć realistycznie, ale całkowicie pozbawione groźnych, ciężkich wibracji u podstawy (brak czerni). I to jest dziwne, bo jednak ludzie naturalnie boją się płynącej wody. Być może jest tak dlatego, że ta woda jednak była dość płytka i nie było w niej miejsca na powstawanie głębokich rezonansów w dolnych rejestrach.
Podsumowanie całości
I to by było na tyle. Dźwięki to znacznie więcej niż tylko drgające cząsteczki powietrza uderzające w nasze błony bębenkowe. To nośniki emocji, przestrzeni, a w moim świecie także konkretnych barw. Moja autorska „psychoakustyka kolorystyczna” i analizująca ją aplikacja to narzędzia, które pozwalają mi zajrzeć pod maskę tego, co słyszę, ubierając niewidzialne pasma w wizualne ramy. Jak pokazały powyższe przykłady, niezależnie od tego, czy na warsztat bierzemy wykreowany w studiu utwór muzyczny, czy potężny, surowy rezonans pociągu toczącego się po szynach, każde brzmienie ma swój unikalny odcień i fundament.
Oczywiście, nie musicie od razu widzieć otoczenia w palecie RGB ani traktować moich wykresów jako akustycznej wyroczni, bo każdy z nas ma własną, unikalną wrażliwość. Jeśli jednak po lekturze tego wpisu, zakładając na głowę słuchawki, wsiadając do pociągu lub po prostu idąc przez las, choć na chwilę zamkniecie oczy i spróbujecie świadomie „poczuć” strukturę otaczającego Was tła dźwiękowego – uznam, że mój eksperyment zakończył się pełnym sukcesem. Kto wie, być może Wy również usłyszycie tam jakiś kolor…
***
W innym wpisie na blogu opisuję moje polowanie na wiatr w lasach obok Gołębia, a w jeszcze innym, sprawdzam: co skrzypi w drzewie.

Rewelacja! 👏Ten artykuł otworzyl mi oczy. Nie wiedzialam że są jeszcze takie strony. Prosze pisać dalej i z niecierpliwością czekam na następne wpisy szczególnie na ten o szumach i nowych piosenkach. Masz dar do tłumaczenia.
Dziękuję za miłe słowa. Proszę tu zaglądać – będę pisał dalej.