6000 m to Thalassa – Zapowiedź

6000 meters to Thalassa

– wyprawa na samo dno nieznanego.

Szkoda czasu na odpoczynek, gdy pomysły same cisną się do głowy! Mam już rozpisany – w myślach i na papierze – cały materiał. Gdy tylko zakończę pracę nad Samarkandą, od razu ruszam na całego z nowym albumem koncepcyjnym.

Zew głębin

Głębiny to wciąż niezbadana tajemnica – ponad 70% powierzchni ukrytej pod wodą pozostaje dla nas „czarną plamą”. Szacuje się też, że człowiek zobaczył na własne oczy mniej niż 0,001% głębokiego dna oceanicznego. A co z pozostałymi 99,999%? Co tam się kryje? Ile skarbów – mam na myśli przede wszystkim skarby przyrody – czeka na odkrycie? Czy to, co tam znajdziemy, zmieni w przyszłości nasze życie? W tej chwili to pytania bez odpowiedzi. Jedno jest pewne: mordercze ciśnienie, egipskie ciemności i ogromne koszty skutecznie bronią dostępu do tej wiedzy. Myślę nawet, że budowa specjalistycznych statków i batyskafów jest technicznie trudniejsza i droższa niż wysyłanie sond czy satelitów w przestrzeń kosmiczną.

W głębinach. 6000 m to Thalassa.

Inspiracje: od wagarów do literatury

Moja fascynacja tym tematem zaczęła się dawno temu. Sam nie potrafię nurkować i pewnie już się tego nie nauczę, ale przeczytałem na ten temat mnóstwo książek. Do dzisiaj pamiętam historie pioniera nurkowania, francuskiego oficera marynarki i badacza Jacques’a-Yves’a Cousteau. Na naszym rodzimym gruncie jego odpowiednikiem był Witold Zubrzycki, który w latach 50. i 60. zeszłego wieku samodzielnie budował aparaty do nurkowania. To on stworzył podwaliny pod amatorski i sportowy ruch nurkowy w powojennej Polsce, a swoje wspomnienia opisał w książce Trzy miesiące pod wodą, dokumentującej pierwsze próby nurkowania z akwalungiem w naszym kraju.

Kiedyś, będąc na wagarach w szkole podstawowej (z okazji pierwszego dnia wiosny), przesiedziałem cały dzień w poczekalni dworca kolejowego, pochłaniając wypożyczoną z biblioteki książkę o potworach i głębinach (niestety, tytułu już nie pamiętam). Doskonale pamiętam za to 20 000 mil podwodnej żeglugi Juliusza Verne’a i kilka innych hitów beletrystyki. W pamięci zapisały mi się też filmy, na czele z Otchłanią (1989) Jamesa Camerona i Wielkim Błękitem (1988) Luca Bessona.

Zanim w ogóle zabrałem się za pierwsze szkice Thalassy, przestudiowałem obecny stan wiedzy o współczesnym nurkowaniu i wyprawach głębinowych. Wierzcie mi – temat jest głęboki i szeroki jak ocean.

Kim jest Thalassa?

To grecka, pierwotna bogini – matka wszelkiego morskiego życia i sztormów. To do niej będziemy się powoli zbliżać podczas kolejnych epizodów mojego albumu. Na pierwszy element tej historii nie będziecie musieli długo czekać – już wkrótce zaprezentuję go w osobnym wpisie na blogu.

Kuchnia dźwiękowa: binaural i francuskie dialogi

Mam dla Was kilka ciekawostek technicznych. Na nowej płycie spróbuję zmierzyć się z dźwiękiem przestrzennym – wszystkie efekty będą nagrywane w binauralu. Oznacza to, że dla pełnego, trójwymiarowego efektu odsłuch na słuchawkach będzie obowiązkowy.

Większość dialogów na płycie usłyszycie w języku francuskim – to mój osobisty hołd dla pana Cousteau. Do produkcji efektów przestrzennych wykorzystam m.in. darmowe do celów komercyjnych wtyczki od Ambeo (dearVR PRO 2). Z kolei dialogi wygeneruję w programie Speechma (również darmowe oprogramowanie TTS). Wykorzystam także syntezator mowy z genialnego wirtualnego instrumentu Vital firmy Vital Audio, z którego da się wyczarować mnóstwo niesamowitych efektów.

Dobór pozostałych instrumentów wciąż trwa. Na pewno będę musiał pójść na pewne uproszczenia brzmieniowe i nie zawsze będę się ściśle trzymał praw fizyki. W końcu w kinie science-fiction też pokazują wybuchy w kosmosie i nikt nie ma o to pretensji. No, może poza garstką naukowców, nauczycieli i ludzi, którzy nigdy się nie uśmiechają!

Do usłyszenia w głębinach!

Surrealistyczne fale. 6000 m to Thalassa.
Sztorm | 30.05.2016, 19:06, Bornholm | 1/50 s, f/5, ISO 200, 30 mm

Powiązane wpisy

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *