
6000 meters to Thalassa – Episode One – First Dive
(Pierwsze nurkowanie)
Zaczynamy naszą podróż w odmęty oceanu, aby spotkać się z Thalassą.
Na rzymskich mozaikach nie jest zbyt urodziwa – ot, zwykła kobieta ubrana w wodorosty, ze szczypcami kraba we włosach i z wiosłem w dłoni. Taka bardziej naturystka-turystka. Miała męża Pontosa i tu śmieszna, choć trochę naciągana ciekawostka: słowo ponton i imię boga Pontosa to językowi kuzyni. Choć ponton pochodzi od łacińskiego „mostu”, a Pontos to greckie „morze”, u podstaw obu tych słów leży ta sama, pierwotna idea: droga i pokonywanie przestrzeni.
A sama Thalassa potrafi nieźle namieszać. Jeśli chce, może na przykład rozpętać taki sztorm, że dziesiątka w skali Beauforta to ledwie zmarszczka na wodzie. Biedny Pontos, yyyy… przepraszam – ponton.
Wiedzieli o tym doskonale bohaterowie pierwszego epizodu na moim albumie. Ten strach słychać zresztą w ich rozmowach prowadzonych przez radiotelefony.
Przypłynęli wielkim statkiem naukowo-badawczym, aby zbadać miejsce styku płyt tektonicznych. Takie ekspedycje są niezwykle ważne i prowadzą je wyspecjalizowane instytucje oceanograficzne z całego świata. Pomagają nam zrozumieć ewolucję Ziemi, przyczyny powstawania trzęsień i fal tsunami. Naukowcy najczęściej biorą pod lupę grzbiety śródoceaniczne i rowy oceaniczne. Ich szczególnym zainteresowaniem cieszą się strefy subdukcji, czyli miejsca, gdzie jedna płyta wchodzi pod drugą.
Pierwsze nurkowanie to taki wstęp do czegoś znacznie większego. Ot, grupa badaczy postanowiła przed zejściem w głębiny trochę popływać i podszkolić z nurkowania pewnego młodego naukowca o imieniu Henri. Zgromadzili sprzęt i odpłynęli kawałek od statku macierzystego na pontonowym pomoście. Słyszymy, jak Henri przygotowuje się do zejścia pod wodę, zakłada akwalung i testuje go. Doświadczona koleżanka pilotuje jego poczynania i mamy nieodparte wrażenie, że łączy ich coś więcej niż tylko praca. Ten wątek będę jeszcze rozwijał w kolejnych epizodach.

W pewnym momencie nasz bohater wskakuje do wody, a my „słyszymy jego uszami” wszystkie te bąbelki opływające go i wracające na powierzchnię oraz odgłosy rozpychanej ciałem toni. Dużo pomogły mi tu rury od odkurzacza, rurki wodne, i słomki zanurzone w wodzie, którą wlałem do papierowych kubków umieszczonych w kartonowym pudełku wypełnionym styropianem. Stary, skrzypiący zawór od dawno zdemontowanego kranu też okazał się idealnym dawcą odgłosów. Nagrałem nawet dużą gaśnicę proszkową, bo wielkością, wagą i kształtem przypomina butlę z mieszanką oddechową.
W każdym razie nasz bohater zanurza się coraz głębiej i głębiej, aż do momentu, kiedy odkrywa, jak piękny jest podwodny świat. Słyszymy ubraną w muzykę potęgę prądów oceanicznych, ogromne ławice ryb, plankton, falujące meduzy… W okiełznaniu tego niezwykłego świata pomogła mi stara, metalowa szafa pancerna. Jej zamykane z hukiem drzwi – po odpowiedniej obróbce – idealnie nadały się na dźwięki perkusji. Zresztą ta szafa przyda mi się jeszcze, gdy będę nagrywał efekty z wnętrza batyskafu do kolejnych części albumu.
Po sekcji odkrywczej następuje chwila spokoju, a znajoma Henriego prosi go – z nutą niepokoju w głosie – by już wracał.
Tak, wiem, radiotelefon pod wodą nie działa, bo woda silnie tłumi fale radiowe (im większa częstotliwość fali i większe zasolenie, tym absorpcja jest wyższa). Ale w tym przypadku celowo pominąłem prawa fizyki, aby wzmocnić dramatyzm sytuacji. Kto mi zabroni? Jak się komuś nie podoba, to niech sobie stworzy swoje 6000 m to Thalassa i po problemie.

35 km morza i już Szwecja. Gdzieś tam po drugiej stronie właśnie składają meble z Ikei (bez instrukcji).
Wracając do samego nurkowania… pływanie z akwalungiem nie jest trudne fizycznie. Wymaga tylko opanowania nowych nawyków i obsługi sprzętu. Automaty skafandra cały czas podają mieszankę pod odpowiednim ciśnieniem, woda unosi nasze ciało i nie musimy intensywnie walczyć z jej oporem. Jednak samo oddychanie w środowisku wodnym bywa nienaturalne dla ludzkiego mózgu. Kluczem jest opanowanie lęku i zachowanie absolutnego spokoju.
Dużym ryzykiem obarczone jest natomiast nurkowanie głębinowe (powyżej 30–40 metrów). W tym przypadku nie można w dowolnym momencie po prostu wyskoczyć na powierzchnię z powodu ryzyka choroby dekompresyjnej. Dochodzi także problem ciemności i przejmującego zimna (bo im głębiej, tym mniej światła do nas dociera, a temperatura gwałtownie spada). Przy takim nurkowaniu musimy już wykazać się naprawdę dużą odpornością psychiczną i opanowaniem wielu skomplikowanych procedur.
No i na koniec ostatnia ciekawostka:
oficjalny rekord świata w nurkowaniu z akwalungiem należy do Egipcjanina Ahmeda Gabra i wynosi imponujące 332,35 m. Nurkowanie odbyło się w 2014 roku. Zanurzenie według niektórych źródeł trwało tylko około 15 minut, a wynurzenie? Niemal 14 godzin! Wszystko przez restrykcyjne przystanki dekompresyjne. Przygotowania do bicia tego rekordu trwały aż 4 lata.
Aby już dłużej nie przedłużać (czytaj przynudzać) – zapraszam do posłuchania utworu.

Pod tym linkiem znajdziesz opis koncepcji albumu 6000 m to Thalassa.

Ten muzik jest dobrze zrobiony, tylko trochę smutny.
Dzięki wielkie! Cieszę się, że doceniasz stronę techniczną. Smutek czy melancholia też mają swoje ważne miejsce w muzyce — czasem dają po prostu przestrzeń do zatrzymania się i refleksji. Mam nadzieję, że mimo to kawałek zostanie z Tobą na dłużej!