
Samarkanda – podróż w nieznane
Shadows of Darkness
Cienie ciemności
Jest w tym coś niezwykłego i tajemniczego, gdy światło walczy z cieniem. Stara się wygrać ze wszystkich sił, pokonać mrok, zagłuszyć ciszę i dać nadzieję. Z drugiej strony, ciemność też walczy o swoje i tłumi świetliste promienie mocą niszczącą jasność. Ta walka trwa od zawsze i nigdy się nie kończy. Nikt nie wygra i nikt nie przegra.
Mamy więc zmierzch nad starożytną krainą. Spokój stygnącej po gorącym dniu pustyni. Tarcza Słońca powoli znika, a na horyzoncie pojawia się miedziany Księżyc. Ziarenka piasku doszły w końcu do wniosku, że już wystarczy tej podróży na srebrzystych nitkach wiatru i czas wreszcie odpocząć, zająć się swoimi sprawami, ułożyć się do snu według nowego wzoru, zakrywającego gasnące odpryski dnia. Nastaje czas ciszy. Daleko, pośród pustynnych wydm pojawiają się najpierw nieśmiało, a potem coraz odważniej, świetliste punkty ognisk rozpalonych przez nocujących na pustyni wędrowców. Słychać dźwięki muzyki. To ożyły flety ney, bębenki, strunowe rubaby i oudy, opowiadające niesamowite historie o majestatycznych miastach Jedwabnego Szlaku, dawnych ludach, duchach, wojnach, miłości albo całkiem przyziemnych sprawach ludzi tamtych czasów. Siedzące naokoło ognisk postaci rzucają długie, poruszające się w rytm płonącego ognia cienie. Księżyc dotarł już wysoko i zmienił swój kolor z miedzianego na srebrny. On też walczy z ciemnością, rozcina gęsty mrok, wlewając w aksamitną czerń chłodny, blady blask. Zamienia morze pustyni w krajobraz utkany ze snu. Kosmiczne światło spotyka się z pulsującym żarem z dołu i spogląda z góry na zmęczonych dniem wędrowców – garstkę zagubionych, ludzkich dusz…
Chwilę potem dołącza do nich rozgwieżdżona potęga wszechświata, przytulając do siebie ten mały, ludzki płomień, ramię w ramię walcząc z pustką nocy.
Do rana jeszcze bardzo daleko.
Ojej, trochę odleciałem…

Wada obiektywu przekuta w zaletę.
Czyli:
Ustaw przysłonę f/20 pod słońce.
Poczekaj, aż wady optyczne i odbicia wewnętrzne same zaprojektują idealny symbol Yin i Yang.
Udawaj, że dokładnie taki był plan od samego początku.
Więc, co słychać w tym utworze?
W tym utworze słychać walkę światła i ciemności. Mamy tu wszystko, co najbardziej lubię w muzyce. Orkiestrowe plamy spotykają się z błękitnymi padami. Mocna perkusja, wiatr i nagłe zmiany nastroju, a do tego dochodzą jeszcze tajemnicze dźwięki dawnych opowieści.
***
Ten utwór powstawał długo. Jakoś nie mogłem znaleźć wspólnego mianownika dla światła walczącego z ciemnością. W pierwszej wersji opowiadał zupełnie inną, znacznie mroczniejszą i przygnębiającą historię, która zupełnie nie pasowała do konceptu. Potem zmienił się w zbyt jasną bajkę o wszystkim i o niczym, aż wreszcie w trzeciej odsłonie pogodził oba przeciwieństwa: czerń (#000000) i biel (#FFFFFF) w zupełnie nowym odcieniu – szarości (#808080).
I ten kolor wcale nie oznacza, że wkroczyłem w bezbarwny świat. On mówi po prostu, że znalazłem wreszcie równowagę.
Nikt nie wygrał i nikt nie przegrał… Chociaż, gdy tak o tym myślę, hmmm, ja chyba jednak wygrałem: nowy utwór.

Ach, byłbym zapomniał… jest jeszcze jeden ważny dla mnie kolor: #0C96F8 – Solivien blue.
Inne wpisy dotyczące utworów z tego albumu znajdują się pod linkami:
Desert Winds
Threshold of Silence
Veil of Illusions
Revelation
Oasis of Tranquility
Unveiled Horizon
Return to Samarakande
Ana
