
Samarkanda – podróż w nieznane
Revelation
Objawienie
Czas na czwarty utwór.
Pewnego deszczowego, zimnego, wietrznego i smutnego jesiennego dnia bawiłem się sekwencerem.
To nic nadzwyczajnego, bo lubię sobie czasami bez celu poukładać coś z klocków: tu niżej, tam wyżej, tu trochę dłużej, a tu trochę ciszej. Tu pauza, a tu jej brak. Prawdę mówiąc, taką bezcelową zabawą można osiągnąć całkiem niezłe efekty – i tak właśnie stało się tym razem. Można powiedzieć, że było to pewnego rodzaju objawienie. Powstały takie szpileczki, chochliki, jakby iskierki znad ogniska rozpalonego nocą na piasku pustyni Kyzył-kum.
To największa pustynia w Uzbekistanie – niemal 300 tysięcy km2 piaszczystych wydm o lekko czerwonym odcieniu, ubranych w skąpą roślinność, ale kryjących olbrzymie bogactwa naturalne oraz największe na świecie odkrywkowe złoża złota. Latem przy powierzchni piasku temperatura w dzień osiąga zawrotne 80°C, a zimą w nocy spada do -20°C.
Ciekawostka: W 1966 roku kręcono tu wiele scen do filmu Jerzego Kawalerowicza Faraon – wyszło po prostu taniej niż w Egipcie.
I tak te krótko żyjące iskierki zamieniły się w długą sekwencję, na bazie której powstał cały utwór. Tak, może i słychać tutaj echo wczesnego Vangelisa, ale nie był to zabieg celowy – to raczej niezamierzona, lekka zbieżność. Czasem tak właśnie bywa: na siłę chcemy od czegoś uciec, staramy się ze wszystkich sił stworzyć coś zupełnie innego, ale nam się to nie udaje. Krążymy ciągle jak ta ćma wokół płomienia świecy…
Sekwencja obrosła lekko niebieskim tłem,
które w dalszej części gęstnieje i zaczyna się złocić niczym pył z kopalni odkrywkowej. Potem dochodzą czarne perkusjonalia poprzetykane srebrnymi nitkami talerzy. Robi się gęściej i ostrzej. Zmienia się całkowicie charakter utworu, a atmosfera tężeje jak w strefach niskiego ciśnienia pustynnego, gdy rozgrzane, lekkie powietrze unosi się do góry. Ta różnica ciśnień generuje silne wiatry, które na pustyni Kyzył-kum podrywają czerwony pył i piasek.

Kopalnia piasku Gołąb | 1/800 s, f/10, ISO 200, 50 mm
Złapana w obiektyw, czy uwięziona w zakrzywieniu czasoprzestrzeni? Ważki też miewają skomplikowane dni.
Pod koniec robi się trochę orkiestrowo-filmowo. I nagle wszystko się urywa. Koniec. Zostają tylko lekko tlące się resztki naszego ogniska i rozświetlone miliardami gwiazd nocne niebo nad nami. Obok zaczyna się nocny taniec życia i śmierci. Pustynne koty, gady, płazy i inni mniejsi łowcy wyruszają na żer albo ze wszystkich sił starają się nie zostać czyjąś kolacją.
Nie przedłużajmy. Zapraszam do posłuchania utworu.

Inne wpisy dotyczące utworów z tego albumu znajdują się pod linkami:
Desert Winds
Threshold of Silence
Veil of Illusions
Shadows of Darkness
Oasis of Tranquility
Unveiled Horizon
Return to Samarakande
Ana
